|
spór o basztę

18 sierpnia 2005
Basztowy pat
Plany były wielkie i ambitne skończyło się na niemocy i rozczarowaniu.
Baszta Siedmiu Płaszczy, szczeciński zabytek, który miał być
przyciągającą turystów perłą podzamcza, stoi zamknięty na cztery spusty
i trudno wyrokować, czy ten stan ulegnie zmianie.

O ten projekt autorstwa Remigiusza Smolika toczy sie spór właściciela baszty z wojewódzkim konserwatorem zabytków
Włożyłem dużo pieniędzy w budynek i otoczenie, które spełnia teraz rolę
wychodka dla psów nie ukrywa rozgoryczenia Piotr Droński, właściciel
baszty. Wszystkie moje zamierzenia są wstrzymywane przez wojewódzkiego
konserwatora zabytków. Kwestionowane są wszystkie przedstawiane przeze
mnie projekty zabudowy, nie podoba się nawet kształt schodów! Mam
wrażenie, że większe zadowolenie wzbudzał stan istniejący zanim kupiłem
zabytek i działkę obok niego zalegające sterty śmieci, do których
usunięcia musiałem wynająć spychacz!
Pan Piotr kupił basztę w zeszłym roku. Planował uruchomić w jej środku
biuro nieruchomości, a obok budynku wybudować kawiarenkę. Plac wokół
zabytku miał być pięknie oświetlony i zagospodarowany w taki sposób, by
bez problemu mogły się na nim odbywać koncerty czy spektakle teatralne.
Mam odpis z księgi wieczystej, w którym jasno napisano, że baszta jest
przeznaczona na ośrodek informacyjno-reklamowy oraz na małą gastronomię
tłumaczy Droński. Podczas moich podróży po Europie obserwowałem, jak
łączy się stare budynki z nowoczesnymi. Przedstawiłem projekt miejsca,
które ożywiłoby i poprawiło estetykę okolicy, przyciągnęłoby turystów.
Niestety, wojewódzki konserwator zabytków torpeduje wszystkie moje
pomysły.
Inny punkt widzenia na tę samą sprawę przedstawia Tomasz Wolender,
główny specjalista ds. zabytków nieruchomych: Cała sprawa jest dopiero
na etapie wstępnych ustaleń, jednakże nasze stanowisko pan Droński znał
już zanim dokonał zakupu zabytku. Baszta jest jedynym zachowanym
oryginalnym fragmentem średniowiecznych murów obronnych. Z tego względu
możliwości jej adaptacji są mocno ograniczone. Nie możemy się zgodzić
na zasłonięcie budynku kawiarnią. Przedstawiliśmy bardzo szczegółowe
warunki zagospodarowania tego obiektu, bo musimy go chronić od tego w
końcu jesteśmy.
Przez lata nie było sensownego pomysłu na zagospodarowanie baszty. W
efekcie była ona zaniedbanym budynkiem, spełniającym rolę toalety dla
miejscowej żulii. Kiedy pojawił się prywatny właściciel, z pomysłem i
pieniędzmi, okazało się, że i on niewiele jest w stanie zrobić. Kiedy i
jak zakończy się cały spór wokół baszty, trudno dziś powiedzieć,
zastanawia jednak atmosfera niechęci wobec ciekawej w końcu inicjatywy.
Czyżby jeszcze raz miało się okazać, że w Szczecinie najbardziej opłaca
się bezczynność?
|